Basho (1644-1695) Rok za rokiem Ja w masce małpy - Prawdziwa małpa. Wróble pod okapem, Myszy w suficie - Niebiańska muzyka. Płatki żółtej róży, Grzmi - Wodospad Oddaj wierzbie Całą nienawiść, całe pożądanie Twego serca. Malowany światłem księżyca Kwitnący krzak - sza, w sąsiednim pokoju Chrapią prostytutki. W mojej nowej sukni Dziś rano - Ktoś inny. Na kolanach, obejmując Korzenie, w smutku Po kapłanie Tando. Rozstanie Chwytając za słomki Żeby nie paść. Zimna biała azalia - Samotna zakonnica Pod słomianą strzechą. Wróblu, oszczędź Gza Igrającego wśród kwiatów. Jaka cisza - Terkotanie konika polnego świdruje skałę. Podróżny śpi - Chora dzika kaczka Tłucze się zimną nocą. Ciemnieją fale - Krzyk dzikich kaczek Białawy. Zbudź się, motylu - Późno, całe mile Są przed nami. Fiołki - Jakże cenne Na górskiej ścieżce. Odwiedzając groby Siwowłosi chylą się Nad swymi laskami. Burza jesienna - Dziki przysypane Liśćmi. Koniec podróży - Ciągle żyję tu - tu, Tego jesiennego wieczora. Skowronek nad ugorem - Słodki śpiew Nie-uwiązania. Wioska bez dzwonów - W wiosenne wieczory Czego słuchać Błyskawica - Krzyk czapli Dźgnął ciemność Letnie trawy, Wszystko co zostaje Z marzeń żołnierzy. Tą drogą Nikt nie idzie Tego dzisiejszego wieczoru. Chodź, patrz Na prawdziwe kwiaty Bolesnego świata. Wargi zbyt zziębnięte Żeby paplać - Wiatr jesienny. 'Już zmierzcha się' Woła przepiórka 'Na co zdadzą się oczy jastrzębia' Letni księżyc - Klaszcząc w dłonie Oznajmiam świt. Krople rosy - Czym lepiej obmyć Pył świata. Różę kwitnącą Koło drogi Zjadł mój koń. Pchły, wszy, Mój koń szczający Obok mojej poduszki Koniec roku - Wszystkie kąty Tego niestałego świata Zamiecione. Samotność - świerszczyk w klatce Na ścianie. Jak smętnie - Pod rozbitym hełmem Głos świerszcza. Koteczka, tak chuda Na miłości I kaszy jęczmiennej. Stara sadzawka, Żaba - skok - Plusk. Chorując w podróży - Nad suchym wrzosowiskiem Wędrują sny. Jakże chciałbym zobaczyć Między kwiatami o świcie Twarz Boga Kwitnące irysy U moich stóp - Sandały sznurowane na niebiesko. Skowronek śpiewa cały dzień, I dnia za mało. Ta jesień - Stare są Nawet ptaki i chmury. Jesienny księżyc, Przypływ pieni się U samej bramy. Sklep rybny - Zimne wargi Solonego leszcza. Dźwięki milkną, Kwiaty pachną, Dzwon zadzwonił wieczorem. Godny podziwu Ten kto nie pomyśli: 'Życie mija' Widząc błyskawice. Jesień głęboka i cóż w te dni porabia sąsiad mój bliski Melon W rannej rosie świeżo obłocony. Gorycz jest we mnie Zbliż więc samotność serca śpiewna kukułko Stanę na chwilę Wtulony za wodospadem Początek lata Hen, tam wysoko już jeste z nieben jesiennym góra Fuji Issa (1763-1827) Deszcze wiosenne: Wyrzucony list Gnany wiatrem między drzewa. Dzisiaj i ty Jesteś goły, Jesienny księżycu. Zmieniając ubranie Ale nie moje wszy Włóczykija. Po prostu będąc Jestem tutaj - W śnieżycy. Dobry świat: rosa Kapie po kropli, Po dwie. Kukułka kuka Dla mnie, dla góry, Na zmianę. W innym świecie Może byłem twoim kuzynem, Kukułko. Nigdy nie zapominaj: Chodzimy nad piekłem Oglądając kwiaty. Roi się od much - Czego one chcą Od tych pomarszczonych rąk? Góry, które widział Tak samo mój ojciec W swoim zimowym odludziu. Zimowa przerwa - Żadnych talentów Więc żadnych grzechów. Słuchajcie, Wszystkie pełzające stworzenia, Dzwonu przemijania. Modląc się Przeganiać różańcem Komary. Wychodzę, Teraz możecie się kochać, Moje muchy. Nie płaczcie, owady - Kochankowie - gwiazdy Też muszą się rozstać. Kanie kwilą Razem - Odlot bogów. Dzieci, Nie róbcie nic złego pchle, Też ma dzieci. Wypożyczyłem mój dom Od owadów I zasnąłem. Jeszcze nie stała się Buddą Ta stara sosna Leniwa i senna. Wróbelku, Uważaj, ustąp z drogi, Pan koń tu idzie. Chłopek Pokazuje drogę Rzodkiewką. Między liśćmi trawy Żaby Bawią się w chowanego. Mając taki głos - Zatańcz nam Kumkająca żabo ! Żaba Patrzy na mnie - Ale z kwaśną miną. Wierzba Zapomniała o swoich korzeniach W bujnej trawie. Motyl sobie pofrunął, Jakby zniechęcił się Do tego świata. Chmara komarów - Byłoby pusto Bez nich. Cicho, cykady! Pan z Wąsami jest tutaj, We własnej osobie. Przeżywszy Ich wszystkich, wszystkich. Jak zimno. Grób Basho Grób naszego mistrza! Po co tyle wrzawy, Przydrożne wróble? Jeden dźwięk dzwonu, Krzyk wodnego ptactwa - I noc ciemnieje. Polem Idzie wrona, Jakby orała. Świat rozpaczy i bólu. Kwiaty kwitną Nawet wtedy. Zaufaj: Czyż płatki kwiatów Nie sypią się w dół jak trzeba? W tym świecie Nawet motyle Muszą zarobić na utrzymanie. Śliwy w kwiecie. Moja wiosna Jest zachwyceniem. Chruściana furtka. Zamiast zamka Ślimak. Nawet to, nawet to. Poddanie się Niebiosom - Koniec roku. Ślimaczku, Wspinaj się na górę Fuji, Ale powoli, powoli! Pacnąłem w muchę, A uderzyłem W kwitnącą gałąź. Wyspał się kot, Wstaje i ziewając Idzie na amory. Nad moimi nogami Wyciągniętymi wygodnie Kłębiące się chmury. Śnieg zaczyna topnieć, Kijem wykopałem wielką rzekę U mojej furtki. Kiedy stopniał śnieg, Wioska Jest pełna dzieci. W deszczu wiosennym Piękna dziewczyna Szeroko ziewa. O wieczorna jaskółko ! Moje serce pełne obaw O dzień jutrzejszy. Deszcz wiosenny - I kaczki, których nie zjedzono, Chwalą go kwakaniem. Coraz to bliżej Raju - Jak zimno. Niebo tego świata - Odtąd każdy rok Jest wygraną. Z gałęzi Płynącej rzeką śpiew owadów. Uszanuj, Wróblu - Nasz stary materac. Pierwszy świetlik. Nie odlatuj, To . W moim domu Myszy i świetliki Żyją w zgodzie. Krzyk dzikich gęsi, Plotki Rozpuszczane o mnie. Z kolczastej szypuły Taki urodził się Motyl ! Odbite W oku ważki Góry. Ubogie mieszkanie: Muchy, pchły, komary Żyją wiecznie. Kiedy zniknę, Dobrze pilnuj grobu, Koniku polny. Statecznie siedzi Kontemplując góry Szanowna żaba. Jest święto zmarłych O sobie nie myśl jednak Że się nie liczysz Piękno W rozdartym papierze drzwi Droga Mleczna Ognie na grobach I nam przyjdzie iść drogą Przez nie wskazaną Kiedy tu wrócę Los w mętnych światłach Kyushu Jak mgły dalekie Taki samotny Czyżby wśród wróbli nawet Były sieroty Piękno Nocą, gdy rok się kończy Ten bezmiar nieba
|
Buson (1715-1783) Poszedłem do kwiatów, Spałem pod nimi, Taki był mój wolny czas. Nagły chłód - W naszym pokoju stąpnąłem Na grzebień mojej nieżyjącej żony. Rosa na głogach, Ciernie Ostro białe. Nad wodą Ostre sierpy Zbieraczy trzciny. Jaskółki - Pod okapem pałaców I ruder. Rosa o poranku - Te rondle Są piękne. Co za księżyc - Złodziej przystaje Żeby śpiewać. Krótka drzemka - Budzę się, Wiosna minęła. Ciężki wóz Przejeżdża dudniąc: Zatrzęsły się piwonie. Wieczorny powiew - Woda liże Nogi czapli. Błyskawica! Dźwięk kropli Spadających z bambusu. Nożyce wahają się Przed białą chryzantemą Przez chwilę. Nietoperz Mieszka schowany Pod złamanym parasolem. Poprzez śnieg Światła domostw, Które zatrzasnęły przede mną drzwi. Nastała cisza śpią już nawet cykady Ja na rękawach szaty Wiosna odchodzi Niepewny marudzi jeszcze Póżny kwiat wiśni Szukam spoczynku A światło okien błyska Spod śnieżnych strzech Shoha (? - 1772) Ucichły nagle cykady wśród kamieni deszcz spadł w tej chwili Gdy tylko kazanie wreszcie ubrudziło me uszy - kukułka O, jesennie wiatry, dla mnie nie ma dawnych bogów, nie ma Buddów dla mnie Szkoła Skowronków sprzecza się ze Szkoła Żab każda swoim śpiewem Księżyc w pełni wyszedł obok niezliczonych gwiazd i głębokiej zieleni nieba W zimowej rzece porzucone ciało starego psa Burza ustaje, drzewo oświetlone przez zachodzące słońce, płacz cykad Onitsura (1660-1738) By poznać wiśnię użyj całego serca i własnego nosa Prawdziwe posłuszeństwo: kwiat przemawia cichutko do własnego ucha Kwiaty wiśni sypią się i gdy patrzymy - więcej kwitnących Skaczący pstrąg widzi kilka białych chmur płynących w dole Nowy rok: Wiatry starowieku Między sosnami wieją. Kikaku (1661-1707) Wieczorny most, Tysiąc rąk Zimnych na poręczy. Sakralna noc, Spod masek Biały oddech tancerzy. Nad łódką Brzuchy Dzikich gęsi. Oby temu, Który tej nocy przynosi kwiaty, Świecił księżyc. Shiki (1867-1902) Kamień Latem na równinie - Tron świata. Okropne! Zrujnowały mur Kochające się koty. Letnie niebo Czyste po deszczu - Pochód mrówek. Biały motyl Leci między goździkami. Czyj duch? Zrujnowany dom. Grusza w kwiecie. Tutaj toczyła się bitwa. Kłębiące się chmury. Przechodzimy Nad bezwodną rzeką. Szedł ze mną, Kiedy szedłem, Strach na wróble, w odległości. Wiosenne porządki. Bogowie i Buddowie W podwórzu na trawie. Co roku Myśląc o chryzantemach, Kiedy one myślą o mnie. Wierzba. I dwie albo trzy krowy Czekające na prom. Za towarzysza podróży Wybrałbym pewnie Motyla. Kyoshi Takahama (1874-1959) Martwa chryzantema Jednak czy nie ma w niej nic, Co pozostało? Mówi słowo I ja mówię słowo - jesień Pogłębia się Wiatry, co wieją - Zapytaj je, który liść Bedzie następny Ransetsu (1653-1797) Samotny liść opada, wtedy - nagle kolejny, skradziony przez wiatr Wielki ślimak sunie powoli, migocząc na porzuconej zbroi Na starej śliwie jeden kwiat po drugim, wiosenna odwilż Bezdźwięcznie, żując młode źdźbła ryżu, gąsienica je obiad Bezdzietna kobieta Ile ma czułości Dla lalek Melon - Jak dobrze Dba o siebie. Ryota (1707-1787) Na mokrych liściach Jarzenie się Świateł wioski. Nie rzekli ani słowa: Gość i gospodarz I biała chryzantema. Zły i obrażony Wróciłem. A wierzba stoi w ogrodzie. Joso (1661-1704) Liście Padają na kamień Koło wody. Cyranka Patrzy jakby mówiła: 'Byłam na dnie'. Kyorai (1651-1704) Nawet w moim mieście Śpię teraz Jak podróżny. Gdy nie usłyszysz Kołatki i słów mnicha Mgliste nastaną noce Etsudjin (1656-1739) Pierwszy śnieg - Głowa lekka, Myję sobie twarz. Jesienny wieczór. Ona wchodzi i pyta: 'Czy mam zapalić lampę?' Dama Sono-jo (1643-1723) Jaki chłód Dotknąć czołem Zielonej słomianej maty. Wstyd - W tej sukni Żaden ścieg nie jest mój. inne... Konik polny Gra W rękawie stracha na wróble. Dama Shigetsu (17 wiek) Kobieta - Jak gorąca jej skóra którą zakrywa. Dama Sute-jo (1633-1698) W mojej chacie nie ma wiosny Nie ma nic, Jest wszystko. Sodo (1641-1716) Odchodzą Głęboko we mgle Chryzantemy. Sampu (1647-1732) Łuk nowego księżyca Nie ma cięciwy. Dzikie gęsi krzyczą. Gonsui (1650-1722) Odpływ. Krab bada podejrzliwie Ślady stopy. Rofu (?) Śnieg w nocy, Kogut sąsiada Pieje o milę stąd. Shiko (1665-1751) Po śnie Jak rzeczywisty Jest irys. Sushiki (1669-1725) Moje stare uda Jakie cienkie W świetle ogniska. Shiseki (1676-1759) Imbryk Wisi w powietrzu Ku niebu. Hakuin (1685-1768) Zebrany na podpałkę Chrust Zaczyna pączkować. Boncho(?-1714) Tego wieczoru - szczęście Kiedy myłem sobie nogi I dwa albo trzy słowa. Kaito (?) Opadłe liście - Grabiąc Choć i nie grabiąc. Taigi (1709-1772) W nocy, szczęście, W dzień, spokój - Deszcz wiosenny. Chora (1729-1781) Górska mgła - Pochodnie odrzucone Kiedy chmury czerwienieją. Shirao (1735-1792) Stary człowiek Pracujący motyką w polu Ma wykrzywiony kapelusz. Kito (1740-1789) Dwa domy, drzwi otwarte, Jesienne góry. Michihiko (1755-1818) Padając na ziemię Latawiec Traci duszę. Kubonta (1881-1924)
|